Złe, a jeszcze gorsze miało nastąpić
To nie zniechęcało w większym stopniu jego entuzjastek. Rzucał na nie urok, bo sam był nawiedzony, po prostu.
Nie marnowała czasu na tłumaczenie wszystkiego swoim przyjaciołom. W zasadzie ograniczała rozmowy na jego temat do minimum, zwłaszcza gdy rozmowa schodziła na seks. Spała z Boone’em zaledwie trzy razy i za każdym razem była to katastrofa. Wiedziała; co mogą wyrządzić plotki. Ale jego czuły, żarliwy sposób, w jaki ją traktował, świadczył o tym, że chciał spełnić jej wymagania. Po prostu nie udawało mu się, a to go wpędzało we wściekłość i depresję, z której ona usiłowała go wydobyć, ograniczając ich kontakt, aby nie dać pretekstu do dalszych niepowodzeń.
Fakt, że ktoś się na niego gapi
Świadomość, że Boone odszedł od niej była już sama w sobie przygnębiająca, ale to, co nastąpiło później, było jeszcze gorsze. Oczywiście, po pierwsze, ta rozmowa telefoniczna. Spotkała doktora Deckera tylko raz i nie poznała jego głosu, dopóki się nie przedstawił.
- Obawiam się, że mam złe wiadomości.
- Znalazł pan Boone’a?
- Tak.
- Jest ranny?
Nastąpiła pauza. Wiedziała już, zanim skończyła się ta cisza, co teraz usłyszy.
wstrząsnęła nim, jak drgnienie drugiego serca
Teraz albo nigdy. Cisnął obrus, który wciąż trzymał, w Deckera, a sam rzucił się w bok. Decker wypalił, a strzał wypełnił pokój hukiem i światłem. Zanim obrus spadł na ziemię, Boone znalazł się przy drzwiach. Gdy pozostawił je za sobą o jard, rewolwer znów wypalił. Błysk i natychmiast po nim huk. A potem podmuch w plecy Boone’a, który pchnął go do przodu, przygarbił.
Jednocześnie rozległ się krzyk Deckera.
- On ma broń!