O co poszło? Mężczyźni czy pieniądze?
Włączyła zapłon, mamrocząc modlitwę w intencji samochodu. Miała szczęście. Odjeżdżając pędem, spojrzała w lusterko i zobaczyła, że mężczyzna wykrzykuje coś za smugą kurzu, którą zostawiła. Nie wiedziała, skąd się wzięła jego wściekłość, ale wiedziała, na kim ją wyładuje - na dzieciach. Nie ma się czym denerwować. Świat roi się od brutalnych ojców i matek-tyranów, a co za tym idzie - okrutnych, nieczułych dzieci. Tak wygląda kolej rzeczy. I nikt nic nie poradzi na prawa rządzące gatunkiem.
Ulga spowodowana ucieczką wyciszyła wszelkie inne reakcje na jakieś dziesięć minut, ale potem nerwy dały o sobie znać i zaczęła się trząść, tak gwałtownie, że musiała się zatrzymać w pierwszym napotkanym cywilizowanym miejscu, aby trochę się uspokoić. Spośród około tuzina sklepów wybrała małą restauracyjkę, gdzie zamówiła kawę i kawałek słodkiego placka, a potem poszła do toalety, aby spryskać zimną wodą swoją zapłonione policzki. Samotność, nawet tak krótka - oto hasło, które wywołało łzy. Gapiąc się na swoje wzburzoną, pokrytą wypiekami twarz, odbitą w pękniętym lustrze, zaczęła szlochać tak gwałtownie, że nic, nawet wejście innej klientki, nie mogło jej powstrzymać.
Nowo przybyła kobieta postąpiła zupełnie inaczej niż Lori postąpiłaby w takiej sytuacji. Nie wycofała się. Zamiast tego, uchwyciwszy spojrzenie Lori w lustrze, spytała:
- O co poszło? Mężczyźni czy pieniądze? Lori wytarła łzy palcami.
- Przepraszam - powiedziała.
- Kiedy ja płaczę - powiedziała dziewczyna, rozczesując farbowane henną włosy - chodzi zawsze albo o mężczyznę, albo o pieniądze.
Nieskrępowana ciekawość tej dziewczyny pomogła powstrzymać potok nowych łez.
- Mężczyzna - odparła Lori.
- Zostawił cię, prawda?
- Niezupełnie.
- Jezu - odezwała się dziewczyna. - Wrócił? To nawet gorzej.
Ta uwaga wywołała blady uśmiech Lori.
- Wracają zwykle ci, których się nie chce, no nie? - ciągnęła dziewczyna.