Dla kogoś z fantazją każdy kierunek jest dobry.
Mówisz, żeby się odwalili, a oni wracają jak psy...
Na wspomnienie psów Lori stanęła przed oczami scena pod garażem i poczuła, jak znów jej zbiera się na płacz.
- Ach, zamknij się Sheryl - dziewczyna zbeształa samą siebie - wszystko psujesz.
- Nie - powiedziała Lori. - Naprawdę nie. Muszę się wygadać.
Sheryl uśmiechnęła się.
- Tak bardzo, jak ja muszę się napić kawy?
Nazywała się Sheryl Margaret Clark i potrafiłaby chyba nawet od aniołów wyciągnąć informacje. Zanim minęła druga godzina rozmowy i wypiła piątą kawę, Lori opowiedziała jej całą smutną historię, od momentu spotkania z Boone’em do momentu, kiedy ona i Sheryl wymieniły spojrzenia w lustrze. Sama Sheryl też miała -historię do opowiedzenia - bardziej komedię niż tragedię - o pociągu jej kochanka do kart, i o swym własnym pociągu do jego brata, co skończyło się pyskówką i rozstaniem. Ruszyła w drogę, aby zapomnieć.
- Nie robiłam tego od dzieciństwa - stwierdziła. - Ot tak iść, dokąd poniesie mnie fantazja. Zapomniałam już, jakie to fajne uczucie. Możemy jechać razem. Do Shere Neck. Zawsze chciałam zobaczyć to miasto.
- Naprawdę? Sheryl zaśmiała się
- Nie. Ale to cel dobry jak każdy inny. Dla kogoś z fantazją każdy kierunek jest dobry.