Sklep powesci Kolejny blog oparty na WordPressie

2mar/100

Dla kogoś z fantazją każdy kierunek jest dobry.

Mówisz, żeby się odwalili, a oni wracają jak psy...

Na wspomnienie psów Lori stanęła przed oczami scena pod garażem i poczuła, jak znów jej zbiera się na płacz.

- Ach, zamknij się Sheryl - dziewczyna zbeształa samą siebie - wszystko psujesz.

- Nie - powiedziała Lori. - Naprawdę nie. Muszę się wygadać.

Sheryl uśmiechnęła się.

2mar/100

To będzie panią kosztowało

Najpierw rzeczy szły nieźle. Dobrze było znaleźć się z dala od biura (opuściła pracę, ale do diabła z tym) i od mieszkania, gdzie wszystko przypominało jej znajomość z Boone’em. Jechała na oślep. Na żadnej z map, które miała w rękach, nie oznaczono miasta o nazwie Midian. W rozmowach z policjantami występowały jednak i inne miasta. Jedno z nich - Shere Neck zapamiętała, a ono było oznaczone na mapie. Skierowała się tam.

Wiedziała bardzo mało, a właściwie nic, o okolicy, przez którą jechała. Jej rodzina pochodziła z Toronto - cywilizowanego wschodu, jak zwykła mawiać aż do śmierci jej matka, obrażona na ojca za przeprowadzkę w głąb kraju. To już nie miało znaczenia. Widok pól pszenicy, rozpościerających się jak okiem sięgnąć, nie robił na Lori żadnego wrażenia, nie zwracała uwagi na krajobraz jadąc przed siebie.

2mar/100

Fakt, że ktoś się na niego gapi

Świadomość, że Boone odszedł od niej była już sama w sobie przygnębiająca, ale to, co nastąpiło później, było jeszcze gorsze. Oczywiście, po pierwsze, ta rozmowa telefoniczna. Spotkała doktora Deckera tylko raz i nie poznała jego głosu, dopóki się nie przedstawił.

- Obawiam się, że mam złe wiadomości.

- Znalazł pan Boone’a?

- Tak.

- Jest ranny?

Nastąpiła pauza. Wiedziała już, zanim skończyła się ta cisza, co teraz usłyszy.