O co poszło? Mężczyźni czy pieniądze?
Włączyła zapłon, mamrocząc modlitwę w intencji samochodu. Miała szczęście. Odjeżdżając pędem, spojrzała w lusterko i zobaczyła, że mężczyzna wykrzykuje coś za smugą kurzu, którą zostawiła. Nie wiedziała, skąd się wzięła jego wściekłość, ale wiedziała, na kim ją wyładuje - na dzieciach. Nie ma się czym denerwować. Świat roi się od brutalnych ojców i matek-tyranów, a co za tym idzie - okrutnych, nieczułych dzieci. Tak wygląda kolej rzeczy. I nikt nic nie poradzi na prawa rządzące gatunkiem.
Ulga spowodowana ucieczką wyciszyła wszelkie inne reakcje na jakieś dziesięć minut, ale potem nerwy dały o sobie znać i zaczęła się trząść, tak gwałtownie, że musiała się zatrzymać w pierwszym napotkanym cywilizowanym miejscu, aby trochę się uspokoić.
Sama była zaszokowana swoją zdolnością
Najpierw nikt nie umiał jej powiedzieć, dlaczego odłożono identyfikację zwłok. Zbywano ją tłumaczeniami, które nie brzmiały prawdziwie. Wreszcie nie mieli wyboru i powiedzieli jej. Zwłoki złożone w kostnicy policyjnej poprzedniego wieczora po prostu zniknęły. Nikt nie wiedział, jak je wykradziono, czy też dlaczego - kostnica była zamknięta na klucz, a zamek nie nosił śladów włamania. Prowadzono poszukiwania, ale wyraz twarzy ludzi, którzy przyszli z tą wiadomością, zdradzał, że nie robili sobie nadziei na znalezienie porywaczy ciała. Dochodzenie w sprawie Aarona Boone’a musiało toczyć się dalej bez udziału zwłok.
Dręczyła ją teraz myśl, że Boone nigdy nie zazna spokoju. Jego ciało stało się igraszką zboczeńca; ten okropny obraz nawiedzał ją w dzień i w nocy. Sama była zaszokowana swoją zdolnością do wyobrażenia sobie, do czego mogło posłużyć jego biedne ciało. Jej umysł działał jak rozkręcona spirala patologii, co napawało ją lękiem (po raz pierwszy w życiu) przed własnymi procesami psychicznymi.
wstrząsnęła nim, jak drgnienie drugiego serca
Teraz albo nigdy. Cisnął obrus, który wciąż trzymał, w Deckera, a sam rzucił się w bok. Decker wypalił, a strzał wypełnił pokój hukiem i światłem. Zanim obrus spadł na ziemię, Boone znalazł się przy drzwiach. Gdy pozostawił je za sobą o jard, rewolwer znów wypalił. Błysk i natychmiast po nim huk. A potem podmuch w plecy Boone’a, który pchnął go do przodu, przygarbił.
Jednocześnie rozległ się krzyk Deckera.
- On ma broń!